<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jak się uczyć &#8211; Magdalena Tempczyk</title>
	<atom:link href="https://psycholog.tempczyk.pl/temat-artyku%C5%82u/jak-sie-uczyc/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://psycholog.tempczyk.pl</link>
	<description>Psycholog dziecięcy</description>
	<lastBuildDate>Fri, 13 Nov 2020 13:08:27 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.6</generator>

<image>
	<url>https://psycholog.tempczyk.pl/wp-content/uploads/2020/10/cropped-LogoMakr_5yePmr-32x32.png</url>
	<title>Jak się uczyć &#8211; Magdalena Tempczyk</title>
	<link>https://psycholog.tempczyk.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Co ze zdalnym nauczaniem?! Jak uchronić dziecko przez porażką edukacyjną, którą zafundowali mu dorośli?</title>
		<link>https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/co-ze-zdalnym-nauczaniem-jak-uchronic-dziecko-przez-porazka-edukacyjna-ktora-zafundowali-mu-dorosli/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Nov 2020 13:08:26 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://psycholog.tempczyk.pl/?post_type=product&#038;p=852</guid>

					<description><![CDATA[<p>&#160; Wiele już słów i komentarzy padło w związku z ponownym zamknięciem szkół. Kiedy piszę ten artykuł minister Czarnek chwali się, że od grudnia uczniowie wrócą do szkół, zaś premier Morawiecki ogłasza sukces w walce z pandemią spowodowany wprowadzonymi obostrzeniami. Ponownie mam wrażenie, że cierpię na rozdwojenie jaźni – bo skoro zamknięcie szkół jest jednym &#8230;</p>
<p class="read-more"> <a class="" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/co-ze-zdalnym-nauczaniem-jak-uchronic-dziecko-przez-porazka-edukacyjna-ktora-zafundowali-mu-dorosli/"> <span class="screen-reader-text">Co ze zdalnym nauczaniem?! Jak uchronić dziecko przez porażką edukacyjną, którą zafundowali mu dorośli?</span> Read More &#187;</a></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/co-ze-zdalnym-nauczaniem-jak-uchronic-dziecko-przez-porazka-edukacyjna-ktora-zafundowali-mu-dorosli/">Co ze zdalnym nauczaniem?! Jak uchronić dziecko przez porażką edukacyjną, którą zafundowali mu dorośli?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl">Magdalena Tempczyk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Wiele już słów i komentarzy padło w związku z ponownym zamknięciem szkół. Kiedy piszę ten artykuł minister Czarnek chwali się, że od grudnia uczniowie wrócą do szkół, zaś premier Morawiecki ogłasza sukces w walce z pandemią spowodowany wprowadzonymi obostrzeniami. Ponownie mam wrażenie, że cierpię na rozdwojenie jaźni – bo skoro zamknięcie szkół jest jednym z elementów tego s-u-k-c-e-s-u, a pomimo tego nadal jesteśmy „bardzo blisko narodowej kwarantanny” to jaki sens ma mydlenie oczu zdesperowanym rodzicom obietnicami, że za dwa tygodnie najmłodsze dzieci będą mogły wrócić do normalnej nauki??? A co ze starszymi uczniami? Mam wrażenie, że Rząd spisał te roczniki na straty – bo efektów nauczania zdalnego po prostu brak. I mogłabym długo i szeroko pisać o przyczynach nieefektywności edukacji online – będę jednak powielać to, co już wielokrotnie wybrzmiało. Zamiast tego wszystkim zainteresowanym chcę zaproponować pomoc.</p>
<p>Mam doświadczenie w prowadzeniu klas I-III oraz w prowadzeniu terapii pedagogicznej (zajęcia korekcyjno-kompensacyjne, dydaktyczno-wyrównawcze z języka polskiego i matematyki). Oprócz tego mam doświadczenie w prowadzeniu treningu poznawczego. Dlatego też zajęcia terapeutyczne prowadzone przeze mnie mają podwójną wartość – niwelują deficyty poznawcze prowadzące do powstania trudności w nauce czytania, pisania i liczenia oraz usprawniają posługiwanie się tymi podstawowymi technikami szkolnymi. Bez wyrównywania deficytów w zakresie pamięci wzrokowej i słuchowej, koordynacji słuchowo-wzrokowo-ruchowej, spostrzegawczości, pamięci czy koncentracji uwagi sam trening czytania, pisania czy liczenia będzie nieefektywny<a name="_ftnref1"></a><a href="#_ftn1">[1]</a>. Kolejne zamknięcie szkół skłoniło mnie więc do tego, żeby wrócić do prowadzenia tego rodzaju zajęć.</p>
<p>Nie czarujmy się, nawet najlepsi nauczyciele w najlepszej szkole nie są w stanie dopilnować nauki dziecka z klas I-III lub dyslektyka z klas starszych (zwłaszcza z wtórnym spadkiem motywacji do uczenia się)<a name="_ftnref2"></a><a href="#_ftn2">[2]</a>. Nie są w stanie zobaczyć co dziecko wpisuje do zadań, jak kreśli litery (od góry czy od dołu), czy łączy je prawidłowo. Rodzic – nawet najbardziej cierpliwy i zaangażowany – nie ma wiedzy merytorycznej dotyczącej metodyki prawidłowego wprowadzania liter, cyfr oraz metodyki uczenia czytania i liczenia. Brak zaś prawidłowego przeprowadzenia tych procesów skutkuje trudnościami (mniejszymi lub większymi) w nauce w klasach późniejszych<a name="_ftnref3"></a><a href="#_ftn3">[3]</a>. Brak prawidłowego opanowania w klasie pierwszej obliczeń z przekroczeniem progu dziesiątkowego będzie powodem trudności w uczeniu się matematyki w klasie IV (ułamki, obliczenia pisemne). Brak opanowania prawidłowej techniki łączenia liter podczas pisania będzie skutkował utrzymywaniem się w starszych klasach problemów z odpowiednim tempem pisania, nadmierną męczliwością ręki (zwłaszcza jeśli nieprawidłowy jest chwyt narzędzia piszącego i nieprawidłowe jest napięcie mięśniowe rąk i dłoni podczas pracy grafomotorycznej). Brak ćwiczeń z zakresu spostrzegawczości i koordynacji wzrokowo-ruchowej będzie skutkował problemami z przepisywaniem tekstu oraz problemami z koncentrowaniem się na bodźcach istotnych z punktu widzenia wykonywanego zadania przy jednoczesnym ignorowaniu bodźców zakłócających. Niby nic ważnego – ale gdy dziecko ukończy pierwszy etap edukacji (klasy I-III) to komentarze „no tak, jest ofiarą zdalnego nauczania” nie zmniejszą jego stresu i poczucia niskiej wartości spowodowanych kłopotami z nauką.</p>
<p>W nauczaniu zdalnym dyslektyk (czy dziecko z dysortografią, dysgrafią) bez pomocy rodziców nie jest w stanie skoncentrować się na takiej ilości bodźców, jaką jest bombardowane (brak tablicy, chaos, rozmowy uczniów, głośne podpowiadanie innych rodziców – zwanych przez nauczycielami „suflerami”<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>, rodzeństwo w domu itp.) Pomocy rodziców nie może dostać – bo ma więcej niż 8 lat<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>. Samo nie może sobie poradzić – bo ma kłopoty z pamięcią roboczą (jedno z kryteriów w diagnozie specyficznych trudności w uczeniu się – np. dysleksji). Pedagog raz w tygodniu mailem wyśle zadania, które uczeń ma sobie rozwiązać w ramach zajęć dydaktyczno-wyrównawczych. Uczeń zaś ma serdecznie dość wszelkich zadań. A rodzic razem z nim… Dziecko ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi zostawione samo bez pomocy (a tak najczęściej się dzieje – bo system nie uwzględnia możliwości udzielenia mu pomocy) – nie ma szans na odniesienie sukcesu edukacyjnego<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a>. Wróci do szkoły z jeszcze większymi zaległościami niż te, z którymi wyszedł. Potrzebuje pomocy w opanowaniu techniki uczenia się zdalnego, w nauczeniu się segregowania bodźców i ignorowania tych zbędnych. W zakresie radzenia sobie z brakiem tablicy i koniecznością opierania się tylko na przekazie werbalnym nauczyciela. Bez tego – codziennie czuje się jak dziecko we mgle. Jeśli ma niską motywację do nauki (czy się stara czy też nie – efekt jest mierny, więc rozsądnie jest nie tracić energii na starania) – „przesiaduje” przed komputerem e-lekcje i zbiera kolejne zaległości.</p>
<p>Co więc można zrobić w tej sytuacji? Mogę zaproponować zainteresowanym rodzicom prowadzenie zajęć pedagogicznych z elementami terapii pedagogicznej dla uczniów klas I-III oraz dla uczniów klas IV-VIII z jakimikolwiek trudnościami w nauce. Możliwe jest prowadzenie zajęć  indywidualnie lub w grupach 2- lub 3-osobowych. Zajęcia mogą odbywać się raz w tygodniu lub częściej (w zależności od potrzeb). Koszt zajęć ustalany jest indywidualnie i jest uzależniony przede wszystkim od stopnia trudności jakie ma dziecko oraz ilości osób uczestniczących w zajęciach (koszt od 50 zł za 50 minut zajęć grupowych). Zajęcia odbywają się w gabinecie prywatnym, z zachowaniem procedur, które obowiązywały w szkołach przed ich zamknięciem. Możliwe będzie też (jeśli takie będzie życzenie uczniów i rodziców) kontynuowanie zajęć po powrocie dzieci do szkół.</p>
<p>Możliwe są także konsultacje dla rodziców, podczas których chętnie podpowiem na co zwrócić uwagę pracując z dzieckiem w domu. Podpowiem jak prawidłowo nauczyć maluchy pisania i czytania i na co koniecznie zwrócić uwagę przy uczeniu matematyki. Powiem, jak organizować w domu e-lekcje, by dziecko miało jak szansę jak najwięcej z nich wynieść. Wyjaśnię, o co chodzi w ćwiczeniach i jak należy je z dzieckiem wykonywać (dla tych rodziców, którzy raz w tygodniu dostają maila z numerami zadań…). Opowiem bardziej szczegółowo, dlaczego nauczanie zdalne jest tak wielkim wyzwaniem dla dyslektyka i podpowiem ćwiczenia, które można wykonywać żeby uczeń łatwiej mógł z chaosu lekcyjnego coś wynieść. Nie ma jednego rozwiązania – wszystkie wskazówki muszą być dopasowane do konkretnego dziecka oraz możliwości jego rodziców<a href="#_ftn7" name="_ftnref7">[7]</a>.</p>
<p>Jeśli są Państwo zainteresowani zapraszam do kontaktu ze mną.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> To tak, jakby budować dom od razu od pierwszego piętra. Z pominięciem fundamentów i parteru.</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> Nie chcę już pisać ile jest szkół w których nauczyciel klas I-III raz w tygodniu wysyła do rodziców maila z wypisanymi numerami stron i zadań, które uczeń „ma zrobić” (sam??!!) w domu. A potem ile wysyła monitów do rodzica „przypominam o konieczności przesłania zdjęć wykonanych zadań”…. – nie licząc się kompletnie z tym, że nauczanie nie jest obowiązkiem rodziców dzieci, które nie realizują edukacji domowej!</p>
<p><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> Nie ma tego fundamentu….</p>
<p><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Swoją drogą, czy ci „suflerzy” naprawdę myślą, że ich nie słychać i że nikt się nie zorientuje że są?</p>
<p><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> Dysleksję stwierdza się najwcześniej w klasie IV (czyli po ukończeniu 10 roku życia dziecka)</p>
<p><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> Chyba, że ma doskonały potencjał intelektualny i już wcześniej wypracował strategie radzenia sobie z własnymi trudnościami.</p>
<p><a href="#_ftnref7" name="_ftn7">[7]</a> Wszak pracować każdy z nas musi i nie może nagle zamienić się w guwernera…</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/co-ze-zdalnym-nauczaniem-jak-uchronic-dziecko-przez-porazka-edukacyjna-ktora-zafundowali-mu-dorosli/">Co ze zdalnym nauczaniem?! Jak uchronić dziecko przez porażką edukacyjną, którą zafundowali mu dorośli?</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl">Magdalena Tempczyk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Część 2: Krótka drzemka, batonik i przed ekran &#8211; czyli pokrętnie o układzie nagrody w mózgu.</title>
		<link>https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/krotka-drzemka-batonik-i-przed-ekran-czyli-pokretnie-o-ukladzie-nagrody-w-mozgu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 06 Nov 2020 10:37:05 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://psycholog.tempczyk.pl/?post_type=product&#038;p=848</guid>

					<description><![CDATA[<p>Sytuacja obserwowana przeze mnie na chodniku, w centrum miasta: jest piękna pogoda, w sam raz na spacer. Na chodnikach, w parkach sporo matek spacerujących z dziećmi (ojców można zobaczyć sporadycznie). Na czym polega spacer? Matka stoi za wózkiem i patrzy w swój smartfon. Dziecko (na oko niespełna 2-letnie) siedzi w wózku i patrzy w swój &#8230;</p>
<p class="read-more"> <a class="" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/krotka-drzemka-batonik-i-przed-ekran-czyli-pokretnie-o-ukladzie-nagrody-w-mozgu/"> <span class="screen-reader-text">Część 2: Krótka drzemka, batonik i przed ekran &#8211; czyli pokrętnie o układzie nagrody w mózgu.</span> Read More &#187;</a></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/krotka-drzemka-batonik-i-przed-ekran-czyli-pokretnie-o-ukladzie-nagrody-w-mozgu/">Część 2: Krótka drzemka, batonik i przed ekran &#8211; czyli pokrętnie o układzie nagrody w mózgu.</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl">Magdalena Tempczyk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Sytuacja obserwowana przeze mnie na chodniku, w centrum miasta: jest piękna pogoda, w sam raz na spacer. Na chodnikach, w parkach sporo matek spacerujących z dziećmi (ojców można zobaczyć sporadycznie). Na czym polega spacer? Matka stoi za wózkiem i patrzy w swój smartfon. Dziecko (na oko niespełna 2-letnie) siedzi w wózku i patrzy w swój smartfon. Nie mogę przejść chodnikiem, bo mama tak jest swoim smartfonem zajęta. Nie wytrzymuję, zwracam jej uwagę – jak łatwo można sobie wyobrazić obrywam, że wtrącam się w nie swoje sprawy…</p>
<p>Pewnie każdy z Nas ma okazję przynajmniej kilka razy w tygodniu obserwować podobne sceny. I <strong>każdy deklaratywnie jest przeciwnikiem telefonów, komputerów i konsoli w rękach dziecka (wszak wiadomo, że to ZŁO). I przytłaczająca większość dorosłych<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a> „dla świętego spokoju” elektroniczne gadżety dziecku daje.</strong> W samochodzie podczas długiej podróży – żeby dziecko się nie nudziło i samochodu nie rozniosło. W kolejce do lekarza (czy w innej kolejce) – żeby nie przeszkadzało innym. Podczas rodzinnych uroczystości – żeby dorośli mogli spokojnie porozmawiać. Podczas jedzenia – żeby odwrócić uwagę niejadka od posiłku i żeby przez pomyłkę coś zjadł. Po przyjściu dziecka ze szkoły/przedszkola – żeby sobie „odpoczęło”<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. I tak dalej, i tak dalej….. Literatura i Internet oferują morze opracowań dotyczących szkodliwości mediów elektronicznych i nieograniczonego dostępu do Internetu na rozwój dziecka/nastolatka i nie widzę potrzeby ich powielania. Warto jednak zastanowić się nad tym, co mocno podkreśla Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w swojej kampanii Domowe Zasady Ekranowe (<a href="https://www.domowezasadyekranowe.fdds.pl">https://www.domowezasadyekranowe.fdds.pl</a>) – <strong>to my dajemy naszym dzieciom przykład, co zrobić ze swoim czasem</strong>…Jak wspominałam we wcześniejszych artykułach, dziecko uczy się mimowolnie i przy okazji – obserwując nas w każdym momencie. Zabraniamy dzieciom korzystania z ekranów, <strong>ale nam samym screen time zajmuje potężną część dnia</strong>. Firma Selectivv (zajmująca się realizacją kampanii reklamowych na urządzenia mobilne oraz prowadzeniem badań i szczegółowych analiz w oparciu o profilowanie danych ze smartfonów) podaje za producentem aplikacji RescueTime (umożliwiającej monitorowanie swojej aktywności na urządzeniu elektronicznym), że średni czas korzystania ze smartfona wynosi od 3 godzin i 15 minut do 4,5 godzin dziennie. 70% sesji ekranowych trwa krócej niż 2 minuty, a czas średniej aktywność wynosi około 1 minuty i 15 sekund. Około połowa sesji rozpoczyna się w ciągu 3 minut od poprzedniej (daje to średnio liczbę 58 aktywności na smartfonie w ciągu dnia). Jesteśmy mistrzami w wyszukiwaniu apek do niemal każdej codziennej czynności. A dzieciom zabraniamy spędzania czasu przy telefonie, komputerze, na konsoli – bo to złe, niezdrowe i ogólnie nie wypada <strong>(!!!). Przykład „z góry” kompletnie rozmija się z wymaganiami</strong>. Nie jesteśmy wiarygodni – więc dzieci nie przyswajają wpajanych im „na siłę i bez przekonania” zasad. Mówimy, że Internet jest zły – a wsiadając do samochodu wręczamy dziecku tablet/smartfon. Tłumaczymy, że to w trosce o jego samopoczucie – nie będzie się nudziło w podróży. A w domu może się nudzić? Dlaczego nuda w podróży/w kolejce/podczas rodzinnego spotkania jest „gorsza/lepsza” od nudy na co dzień? Dziecko tego nie rozumie, doświadcza swoistego „rozdwojenia jaźni”… Ponadto jeśli jesteśmy niewiarygodni na tym polu, to tracimy wiarygodność też w innych sprawach… Nie budujemy autorytetu rodzicielskiego (a przy okazji autorytetu osoby dorosłej) tylko wpajamy przekonanie, że większy/starszy może więcej i uczymy konfliktowego budowania relacji („będę starszy, też będę mógł i nic mi wtedy nie zrobisz”). Wiele dramatów rodzinnych zaczyna się od „kupowania” sobie czasu wolnego wpychaniem dziecka w screen time…</p>
<p><strong>Nieco odrębną kwestią jest sprawa przyzwyczajenia mózgu dziecka do określonego rodzaju bodźców.</strong> Wspomniana już Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę na swojej stronie dotyczącej zasad ekranowych podkreśla informację, że mózg przyzwyczaja się do atrakcyjnych, silnych bodźców. <strong>Uczy się, że może się angażować w bardzo szybką aktywność, która poprawia nastrój.</strong> Z tego wynikają późniejsze trudności z angażowaniem się we wszystko, co wymaga oczekiwania na nagrodę, włożenia pracy w to, aby uzyskać oczekiwany efekt. <strong>Wszystkie inne zajęcia poza korzystaniem z urządzenia ekranowego najczęściej wydają się dziecku nudne i nie sprawiają mu satysfakcji.</strong> Szkoła nie jest tak atrakcyjna, nie daje natychmiastowej nagrody. Wymaga za to zaangażowania i przeważnie żmudnej pracy. Badanie Amerykańskiej Akademii Pediatrii wykazało, że dzieci, które poświęcały na screen time od 2 do 4 godzin dziennie miały o 23% mniejsze szanse na dokończenie pracy domowej. Im więcej czasu spędzonego przed ekranem tym bardziej spadały szanse na efektywną naukę.  <strong>„Odczarowanie” układu nagrody w mózgu i wytworzenie umiejętności odraczania przyjemności wymaga żmudnej terapii</strong> (takiej jak w przypadku osób uzależnionych). A wszystko zaczyna się od mamy i taty wpatrzonych w ekran w każdej wolnej chwili i „kupujących” chwile wytchnienia wręczaniem dziecku kolejnego ekranu…</p>
<p><strong>Do przebodźcowania dzieci i znaczących trudności z koncentracją uwagi przyczynia się także niewłaściwa dieta, w której dominuje cukier.</strong> Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że dziecko nie powinno spożywać więcej niż 24 gramy cukru (5,5 łyżeczki) w ciągu dnia. Porcja popularnych, słodkich płatków śniadaniowych (6 łyżek) zawiera prawie 2 łyżeczki cukru. Porcja ketchupu (1 łyżka) zawiera niecałą łyżeczkę cukru. Opakowanie jogurtu owocowego zawiera średnio 2,5 łyżeczki cukru… Poziomu 5,5 łyżeczki spożytego cukru dziecko najprawdopodobniej osiąga, gdy zje śniadanie. Pracując w szkołach widzę, że na śniadanie uczniowie najczęściej dostają serek/jogurt, słodkie przekąski (nie mówiąc o batonach/wafelkach/cukierkach) i soki owocowe. W niektórych śniadaniówkach pojawiają się mocno słodkie owoce (winogrona, banan). Próżno szukać w nich warzyw, kanapek – co rodzice tłumaczą w jeden sposób: „dzieci tego i tak nie zjedzą”. Na obiad w szkole stołówki serwują ryż z koktajlem truskawkowym zamiennie ze słodkim makaronem z cukrem lub kluskami na parze z tymże samym, truskawkowym koktajlem. Dla urozmaicenia pojawia się pierś z kurczaka (sztucznie upasionego i nafaszerowanego hormonami)… Po powrocie ze szkoły dziecko rzadko zjada pełnowartościowy posiłek – najadło się już w szkole. Na kolację serek/jogurt/budyń…</p>
<p>Badania wskazują, iż <strong>nadmierne spożycie cukru</strong> oprócz oczywistych problemów jakimi są próchnica i otyłość, <strong>ma negatywne skutki dla funkcjonowania systemu poznawczego.</strong> Dzieci „przecukrowane” mają problemy z koncentracją i pamięcią  &#8211; co pociąga za sobą problemy z nauką. Dziecko ma zbyt dużo energii, nie jest w stanie usiedzieć w ławce – co nauczyciele zawsze oceniają jednoznacznie źle. Nie jest w stanie słuchać nauczyciela i wykonywać jego poleceń. <strong>Duże dawki cukru</strong> dodatkowo mocno <strong>stymulują układ nagrody w mózgu</strong> (podobnie jak używki) – uzależniają więc i powodują, że uczeń nie jest w stanie przez wiele godzin angażować się w żmudne, wymagające wysiłku intelektualnego działania. Jego nadmiernie pobudzony układ nagrody „wymaga” nagrody natychmiast, bez wkładania wysiłku w działanie – co z oczywistych względów w szkole udać się nie może…</p>
<p><strong>Ostatnią kwestią „zdrowotną” wpływającą negatywnie na funkcjonowanie szkolne dzieci jest brak wystarczającej ilości snu.</strong> Nowe wytyczne Amerykańskiej Akademii Pediatrii mówią, iż dziecko w wieku 6-12 lat powinno spać od 9 do 12 godzin dziennie; od 13 do 18 roku życia – 8 do 10 godzin dziennie…. <strong>Sen to czas, w którym najefektywniej rozwija się mózg </strong>– regeneruje neuroprzekaźniki odpowiedzialne za kontrolę emocji, porządkuje informacje zdobyte w ciągu dnia i „utrwala” nowe drogi nerwowe. Im mniej dziecko śpi tym większe ma problemy z koncentracją i pamięcią i tym łatwiej wpada w irytację i złość. I znów <strong>brak snu uderza w najważniejsze dla osiągnięcia sukcesu edukacyjnego elementy – pamięć, koncentrację i kontrolę własnego zachowania</strong>. Dziecko, które nie dosypia nie będzie miało szans efektywnie pracować w szkole przez sześć, siedem czy osiem godzin (nie licząc zajęć dodatkowych). Nie będzie miało szansy sprostać stawianym przed nim wymaganiom…</p>
<p><strong>Wszystkie zasygnalizowane wyżej czynniki łączą się ze sobą i zwrotnie na siebie wpływają. Nadmiar cukru i ekranów w życiu dziecka będzie powodował trudności z zasypianiem </strong>(zbyt pobudzony układ nerwowy nie jest w stanie „wyłączyć się” i przejść w tryb „zapisywania  i porządkowania danych”). <strong>Brak snu będzie powodował zmęczenie, które doprowadzi do nadmiernego domagania się zaspokojenia przez układu nagrody w mózgu i szukania znanych mu używek (cukru i ekranów)</strong>. <strong>Spirala się nakręca</strong>, dziecko jako uczeń funkcjonuje coraz gorzej, szkoła jest coraz większym złem. Zły nastrój i brak możliwości sprostania szkolnym wymaganiom nakręca potrzebę jeszcze większego dostępu do cukru i ekranów, co powoduje jeszcze większe problemy ze snem, co powoduje&#8230;. I tak to się kręci, aż staje się jednym z elementów katastrofy (szkolnej, wychowawczej, życiowej)…</p>
<p><strong>Pilnowanie podstawowych zasad zdrowego trybu życia dziecka nie jest w dzisiejszym świecie zadaniem łatwym.</strong> Na szczęście świadomość wpływu popularnego w społeczeństwie stylu życia opartego o niewłaściwe żywienie, brak ruchu i ekrany na rozwój dziecka jest coraz większa – i coraz więcej rodziców stara się świadomie dbać o kształtowanie u dziecka właściwych postaw. Wymaga to od nich niewątpliwie ogromnej siły woli. Dają dzieciom  jednak w ten sposób szansę na to, by szkoła była miejscem odkrywania nowych rzeczy i zdobywania nowych doświadczeń.</p>
<p>Zmiana negatywnych przyzwyczajeń dziecka (zwłaszcza, gdy przez dłuższy czas nadmiernie, w niewłaściwy sposób aktywowany był układ nagrody w mózgu) wymaga długotrwałej terapii, w którą muszą zaangażować się wszyscy członkowie rodziny. Niewątpliwie jednak im prędzej rozpocznie się pracę, tym większe są szanse na odniesienie sukcesu. Jeśli więc problem narasta i szanse na samodzielne rozwiązanie go są niewielkie (podejmowane do tej pory działania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów) warto rozważyć potrzebę znalezienia fachowej pomocy dietetyka, psychologa lub pediatry. Każdy kłopot da się rozwiązać – choć świadomość pewnych mechanizmów często pozwala po prostu nie dopuścić do narastania problemów.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> Wiem, że generalizuję. Robię to celowo, opierając się na wieloletniej obserwacji dzieci i rodziców w placówkach edukacyjnych. I wiem, że są chlubne wyjątki!</p>
<p><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> Do tych, którzy dadzą radę przeczytać tekst do końca – być może uda mi się przekonać Was, że nie jest to wcale żaden odpoczynek…</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/czesc-1-odrabianie-lekcji-nie-moze-byc-az-tak-trudne/">Poprzedni artykuł z serii                                 </a><a href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/krotka-drzemka-batonik-i-przed-ekran-czyli-pokretnie-o-ukladzie-nagrody-w-mozgu/">Kolejny artykuł z serii</a></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/krotka-drzemka-batonik-i-przed-ekran-czyli-pokretnie-o-ukladzie-nagrody-w-mozgu/">Część 2: Krótka drzemka, batonik i przed ekran &#8211; czyli pokrętnie o układzie nagrody w mózgu.</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl">Magdalena Tempczyk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Część 1: Odrabianie lekcji nie może być aż tak trudne!!!</title>
		<link>https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/czesc-1-odrabianie-lekcji-nie-moze-byc-az-tak-trudne/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 19 Oct 2020 10:23:24 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://psycholog.tempczyk.pl/?post_type=product&#038;p=840</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak naprawdę Wasze dzieci nie lubią szkoły? W poprzednim artykule (znajdziesz go TUTAJ) próbowałam uchwycić sedno tego problemu. Dziś pierwszy z cyklu artykułów, w których podpowiem, co zrobić by pobyt w szkole był dla dziecka przyjemny. Zacznę od tego, jak wyrobić u małego ucznia nawyk samodzielnej, systematycznej nauki. Kto z &#8230;</p>
<p class="read-more"> <a class="" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/czesc-1-odrabianie-lekcji-nie-moze-byc-az-tak-trudne/"> <span class="screen-reader-text">Część 1: Odrabianie lekcji nie może być aż tak trudne!!!</span> Read More &#187;</a></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/czesc-1-odrabianie-lekcji-nie-moze-byc-az-tak-trudne/">Część 1: Odrabianie lekcji nie może być aż tak trudne!!!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl">Magdalena Tempczyk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak naprawdę Wasze dzieci nie lubią szkoły? W poprzednim artykule (znajdziesz go TUTAJ) próbowałam uchwycić sedno tego problemu. Dziś pierwszy z cyklu artykułów, w których podpowiem, co zrobić by pobyt w szkole był dla dziecka przyjemny. Zacznę od tego, jak wyrobić u małego ucznia nawyk samodzielnej, systematycznej nauki.</p>
<p>Kto z was pamięta swoją własną naukę w klasach I-III? Te chwile, kiedy rodzice z Wami codziennie lekcje odrabiali, pilnowali, żeby wszystko było zrobione perfekcyjnie, podpowiadali, pokazywali i dbali o to, żebyście nigdy w życiu oceny niższej niż odpowiednik piątki nie dostali? Nie było tak? W takim razie kto pamięta fakt, że rodzice kompletnie się jego nauką nie interesowali, nie pytali co było zadane, a na koniec mieli olbrzymie pretensje, że dostaliście ocenę niższą niż odpowiednik piątki?<a href="#_ftn1" name="_ftnref1">[1]</a> Pewnie wśród czytelników znajdą się jedni i drudzy. I wszyscy wyrośli na ludzi. I pewnie zdecydowana większość raczej nie lubiła szkoły. Nie chcę teraz pisać o tym, co zrobić żeby nauka była łatwa (tym tematem zajmę się w osobnym artykule), ale o tym, co zrobić, żeby nauka była DLA DZIECKA przyjemna.</p>
<p>Tak bardzo boimy się, że nasze dziecko nie poradzi sobie w szkole, że wszystko za nie robimy. Porzucamy wszystkie nasze dotychczasowe obowiązki i przez całe popołudnie siedzimy przy dziecku, które z mozołem pisze w zeszycie pierwsze litery lub koloruje dwudziesty obrazek. Pierwsze doświadczenia dziecka dotyczące nauki są więc takie, że samo absolutnie nie może tego robić, ponieważ samo absolutnie sobie z nauką nie poradzi! Skąd ma wiedzieć, że jest inaczej, jeśli mu na to nie pozwalamy? Samo tego nie wymyśli – również w czwartej, szóstej czy ósmej klasie! Dumni rodzice czwartoklasistów niejednokrotnie przychodzili do mnie sfrustrowani i wykończeni tym, że dziecko przychodzi ze szkoły i NIGDY samo nawet nie otworzy zeszytu. Czeka na rodziców, którzy od trzech lat każde popołudnie spędzają nad książkami i mają już dość „ponownego chodzenia do szkoły” (dokładnie te słowa słyszałam z ust rodziców naprawdę wiele razy). Złoszczą się i denerwują, że syn lub córka są niesamodzielni, nie zależy im na nauce, a tłumaczenia i prośby nie przynoszą żadnych rezultatów. A czy wcześniej pokazali im, że należy się uczyć samemu? Dalej jest tylko gorzej – nauki jest coraz więcej, sprawdziany się mnożą, materiał jest coraz bardziej wymagający – i dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których rodzic najpierw uczy się do sprawdzianu sam (np. do sprawdzianu z chemii), a potem uczy swoje dziecko (które często wtedy jest już mało zainteresowane wkładaniem wysiłku w słuchanie rodzica). Nastolatek jest przekonany, że obowiązkiem rodzica jest uczyć się za niego. Nie rozumie, dlaczego nagle miałoby być inaczej<a href="#_ftn2" name="_ftnref2">[2]</a>. Rodzic nie potrafi przestać uczyć się za dziecko, bo ma pełną świadomość tego, że nastąpi edukacyjny krach.</p>
<p>Z drugiej strony wychodzimy z założenia, że dziecko wszystkiego ma nauczyć się w szkole, a dom nie jest od nauki. Nie interesujemy się więc zadaniami domowymi dziecka, bo uważamy, że są one niedopuszczalne. Niejednokrotnie słyszałam od rodziców, że dziecko w szkole spędza osiem godzin dziennie i to przesada, żeby jeszcze w domu się uczyło! Zawsze w takich przypadkach zastanawiam się, czy da się nauczyć jeździć na rowerze bez żadnego treningu. Albo pływać. Tak po prostu – pierwszy raz wskoczyć do basenu i go w pięknym stylu przepłynąć. Większość rozsądnych ludzi powie, że nie. Z czytaniem, pisaniem i liczeniem jest jak z jazdą na rowerze czy z pływaniem. Nie da się dobrze opanować tych umiejętności bez systematycznego treningu. Nie da się na jednej lekcji fizyki czy chemii w tygodniu wytłumaczyć uczniom nowego zagadnienia i sprawić, by bez treningu doskonale sobie z nim radzili. Nie da się sprawnie radzić sobie z zadaniami matematycznymi jeśli nie opanujemy biegle umiejętności rachunkowych (które trzeba trenować od początku nauki w szkole!). I nie da się tego zrobić tylko i wyłącznie w szkole, w klasie, w której jest 25 uczniów. Nie da się wypracować u dziecka motywacji wewnętrznej, jeśli nie będzie ono mogło zobaczyć, że jego samodzielna, systematyczna praca przekłada się na efekty w postaci określonych wyników w nauce. Inna sprawa jest taka, że nauczyciele przesadzają z ilością zadań zadawanych do domu. I jak zwykle – tylko rozsądek może wszystko uratować. Rozsądek ze strony NAUCZYCIELI i rodziców.</p>
<p><strong>Jak więc sprawić by samodzielna nauka była dla dziecka przyjemnością?!</strong></p>
<p>Nauka samodzielności odbywa się na długo przedtem, zanim dziecko pójdzie do szkoły (o tym też będziecie mogli przeczytać w osobnym artykule). Wyręczanie dziecka we wszystkich czynnościach bo tak jest szybciej (wiadomo!) i na dodatek my zrobimy to lepiej (WIADOMO!!!) daje pozytywne efekty gdy dziecko jest małe, ale kończy się katastrofą, gdy dziecko jest starsze. To okropnie trudne zadanie gdy mamy w domu dwulatka i musimy pamiętać o tym, że nasze działania wychowawcze odbiją się u niego echem  gdy będzie miało lat siedem, dziesięć, trzynaście…. Załóżmy jednak, że wasze dziecko nauczyło się samodzielności w wieku przedszkolnym. Jak więc nauczyć je samodzielnej pracy w szkole?</p>
<ul>
<li><strong>Poproś, żeby dziecko pokazało ci, co robiło dziś w szkole.</strong> To ogromnie ważne dla małego ucznia, żeby pochwalić się swoją ciężką pracą i swoimi sukcesami! Pochwal je za to, że dzielnie pracowało, że wkładało dużo wysiłku w to, żeby zadania zrobić na czas i najpiękniej jak potrafi<a href="#_ftn3" name="_ftnref3">[3]</a>. Podkreślaj proces dochodzenia do celu, a nie efekt („ale się napracowałeś, żeby te litery wyglądały tak pięknie” – zamiast „ale piękne te litery”). W ten sposób pokazujesz, że efekt końcowy zależy od wysiłku jaki włożyło się w pracę oraz że sukces zależy od dziecka (a nie od niezidentyfikowanych czynników zewnętrznych). Budujesz motywację wewnętrzną – ogromnie ważną w całym życiu. To dzięki niej człowiek w trudnych sytuacjach się nie poddaje, ale szuka sposobu, jak rozwiązać zaistniały problem. Uczeń z motywacją wewnętrzną radzi sobie znacznie lepiej z natłokiem nauki niż uczeń, który podlega tylko motywacji zewnętrznej (uczy się dla nagród/pieniędzy/innych bonusów<a href="#_ftn4" name="_ftnref4">[4]</a>, które obiecają mu Rodzice, dla ocen lub ze strachu przed gniewem Rodziców).</li>
<li><strong>Poproś, żeby dziecko powiedziało ci/pokazało jakie ma na dziś zadanie domowe</strong>. Nie wyręczaj dziecka w szukaniu tego zadania w książkach („daj, zobaczę co masz zadane”). Wyręczając je pokazujesz, że wiedza o tym, co jest zadane do domu to „twój problem”. Że to twój obowiązek dowiedzieć się, co dziecko ma w domu zrobić.</li>
</ul>
<p>To jasne, że małe dziecko czasem nie będzie wiedziało, co trzeba zrobić w domu. Weźcie wtedy razem książkę, zeszyt i razem poszukajcie tego zadania. I zastanówcie się jak możecie sprawić, żeby następnego dnia łatwiej było pamiętać o tym, co było zadane (dobrze sprawdzają się zakładki indeksujące przyklejane na stronie, na której coś jest do zrobienia w domu)</p>
<ul>
<li><strong>Poproś, żeby dziecko opowiedziało ci, jak trzeba zrobić zadanie domowe</strong>. Jeśli czegoś nie wie – wytłumacz mu i upewnij się, że zrozumiało. Jeśli tak jest, poproś by zaczęło robić zadania i wyjdź z jego pokoju. Podkreśl, że jeśli dziecko nie będzie czegoś wiedziało, zawsze jesteś do jego dyspozycji. Wystarczy, że zapyta i chętnie mu pomożesz (zapyta, to znaczy zastanowi się czego nie wie = zidentyfikuje problem).</li>
</ul>
<p>To jasne, że pojawiać się będą zadania coraz trudniejsze, których rozwiązanie będzie wymagało wdrożenia nowych umiejętności (np. pierwsze próby pisania krótkiej wypowiedzi pisemnej na zadany temat). Nie wyręczaj wtedy dziecka od razu („popatrz, ja ci pokażę jak to zrobić”) – sugerujesz wtedy, że dziecko samo sobie nie poradzi (czyli „zabijasz” motywację wewnętrzną). Zastanówcie się wspólnie jak rozwiązać dane zadanie („jak myślisz, jak można to rozwiązać”) i poproś, by dziecko spróbowało zrobić je samo. Potem sprawdź i wspólnie zastanówcie się, jak można poprawić błędy.</p>
<ul>
<li><strong>Gdy dziecko skończy robić zadania, poproś by ci o tym powiedziało</strong>. Sprawdź, czy wszystko jest zrobione dobrze (uwaga na wspomniany już wcześniej perfekcjonizm!). Jeśli nie – wspólnie zastanówcie się jak można poprawić błędy.</li>
</ul>
<p>Jeśli dziecko upiera się, żeby zostawić coś tak jak jest (a zdarzają się takie historie), pozwól mu na to. Niech poprawność wykonania zadania zweryfikuje nauczyciel. Jeśli zadanie będzie zrobione źle, dziecko będzie mogło skonfrontować się z konsekwencjami swojej decyzji o tym, że nie posłuchało rodzica. Jeśli skonfrontuje się z takimi konsekwencjami pięćdziesiąt razy (albo sto pięćdziesiąt u niektórych dzieci) jest szansa, że zastanowi się, czy nie macie racji. Jeśli zaś nie pozwolicie mu na poniesienie konsekwencji swojej decyzji – nigdy nie nauczy się tego, że każde nasze działanie niesie za sobą jakiś skutek<a href="#_ftn5" name="_ftnref5">[5]</a>.</p>
<ul>
<li><strong>Jeśli zadań domowych jest dużo, podziel pracę na etapy</strong>. Jeśli dziecko ma trudności z koncentracją – też dziel pracę na etapy. Dla młodego człowieka wizja całej strony zadań (!) potrafi być dramatycznie przerażająca. Dziecko ma wrażenie, że będzie robiło zadania do końca świata i jeden dzień dłużej. I już przenigdy w życiu nie pobawi się swoimi zabawkami. Napisanie dwóch linijek za to wydaje się być zadaniem możliwym do wykonania w jakimś wyobrażalnym czasie.</li>
</ul>
<p>Przed rozpoczęciem każdego etapu pracy ustal, czy dziecko wie co i jak ma zrobić.</p>
<ul>
<li><strong>Pamiętaj o przerwach!</strong> Dziecko przychodzi ze szkoły zwykle zmęczone (nadmiarem wrażeń, nadmiarem bodźców, nowością). Często do zadania domowego może usiąść dopiero w późniejszych godzinach popołudniowych (choć ideałem byłoby, gdyby mogło zaczynać pracę nad zadaniami domowymi najpóźniej o 16:00 i gdyby do 17:00 wszystko było zrobione). Nie potrafi efektywnie myśleć przez godzinę czy dwie. Pamiętaj, żeby po półgodzinnej pracy zrobić dziecku pięć minut przerwy. Zrobić z nim kilka przysiadów, zagrać w łapki, zrobić masaż paluszkowy (z wykorzystaniem wierszyków-masażyków, które są łatwo dostępne w Internecie). Po godzinie pracy potrzebna będzie przerwa dłuższa – piętnastominutowa. Bez niej dalsza praca nie przyniesie żadnych efektów.</li>
<li><strong>Stosuj zasadę „najpierw obowiązki, potem przyjemności”</strong>. Jeśli przerwiesz dziecku zabawę i każesz mu odrabiać lekcje, zapamięta ono naukę jako karę (będzie musiało przerwać coś, co jest dla niego przyjemne i zająć się czymś w co musi wkładać wysiłek). Jeśli najpierw odrobi lekcje a potem się pobawi, zapamięta zabawę (czyli coś przyjemnego) jako nagrodę za dobrze wykonaną pracę.</li>
<li><strong>Planuj naukę, ale nie odkładaj niepotrzebnie niczego na później.</strong> Jeśli dziecko ma dużo zadań do zrobienia napiszcie wspólnie plan pracy (które zadania będą wykonane w którym dniu) i się go trzymajcie. Postarajcie się wspólnie zastanowić, w które dni możecie zrobić trudniejsze, bardziej wymagające zadania, a na które dni musicie zostawić zadania łatwiejsze. Umiejętność sensownego rozplanowania pracy (inaczej umiejętność zarządzania swoim czasem) jest kluczową umiejętnością w dzisiejszej rzeczywistości<a href="#_ftn6" name="_ftnref6">[6]</a></li>
</ul>
<p><strong>Podsumowując: </strong></p>
<ul>
<li><strong>Interesuj się tym co dziecko robiło w szkole. Doceniaj wysiłek jaki włożyło w wykonanie zadania, a nie sam efekt końcowy</strong></li>
<li><strong>Nie wyręczaj dziecka w szukaniu zadania domowego w zeszytach/książkach.</strong></li>
<li><strong>Ustal, czy dziecko wie, jak ma zrobić zadanie domowe i poproś by zaczęło je robić. Nie siedź przy nim, wyjdź z jego pokoju.</strong></li>
<li><strong>Gdy dziecko skończy pracę, sprawdź czy dobrze zrobiło zadania. Razem ustalcie, jak można poprawić błędy. Nie wyręczaj dziecka w myśleniu, bo tak będzie szybciej.</strong></li>
<li><strong>Jeśli zadań jest dużo, dziel pracę na etapy.</strong></li>
<li><strong>Pamiętaj o przerwach!</strong></li>
<li><strong>Stosuj zasadę „najpierw obowiązki, a potem przyjemności”</strong></li>
<li><strong>Jeśli jest dużo nauki, rozplanuj działania na cały tydzień. Wyznacz konkretne zadania na konkretne dni.</strong></li>
</ul>
<p>Wspomniane zasady, wdrożone od początku nauki w szkole (przy założeniu, że dziecko nauczyło się samodzielności praktycznej, społecznej i umysłowej w przedszkolu) powinny spowodować, że nauka w domu nie będzie kończyła się awanturami i płaczem z bezsilności. Wprowadzenie ich wymaga początkowo ze strony rodzica poświecenia swojego czasu – ale w dalszej perspektywie zaprocentuje tym, że wasze dziecko będzie potrafiło się uczyć samodzielnie.</p>
<p>I jeszcze na zakończenie: jeśli wasze dziecko w klasach I-III nie dostaje zadań domowych, zachęcam Was do ustalenia zasady, że każdego dnia będzie ono czytało głośno jakiś tekst, trenowało kaligrafię (kilka linijek) lub matematykę (kilkanaście przykładów). Nauczy się w ten sposób systematyczności w pracy i nie odkładania jej na później. Łatwiej też zniesie szok klasy czwartej (gdzie trzeba zacząć uczyć się do sprawdzianów) i klasy siódmej (gdzie nastolatkowi, który chce osiągać dobre wyniki w nauce, nie zostaje naprawdę ani chwila na czas dla siebie).</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1">[1]</a> <em>I te sakramentalne pytanio-komentarze: „No tak! Ania mogła się nauczyć i dostać szóstkę, a ty co?!”. A gdy wy chcieliście użyć tego samego argumentu usprawiedliwiając wasze zachowanie lub ocenę i z dumą mówiliście „Ania dostała gorszą ocenę niż ja” słyszeliście wypowiadane złowrogim głosem słowa „A co mnie jakaś Ania obchodzi??!!”</em></p>
<p><em><a href="#_ftnref2" name="_ftn2">[2]</a> Wyobraźcie sobie, że w pracy szef w pewien poniedziałek jest na was wściekły, bo nie wykonaliście pracy, którą do tej pory z powodzeniem wykonywała wasza koleżanka. Nie macie nawet pojęcia, jak zabrać się, za wykonanie jej zadań. Przełożony próbuje opanować swoją złość na wasz brak elokwencji i komunikuje wam, że od teraz, bez żadnej dyskusji, będą to wasze obowiązki. Buntujecie się (przynajmniej w duchu) w odpowiedzi na jawną niesprawiedliwość i nawet jeśli przyjmujecie dodatkowe obowiązki nie wykonujecie ich raczej z zapałem…Tak czują się wasze dzieci, które od pewnego poniedziałku, bez żadnej dyskusji, mają się nagle uczyć same. I oczywiście osiągać sukcesy w nauce.</em></p>
<p><em><a href="#_ftnref3" name="_ftn3">[3]</a> To oczywiste, że my, dorośli, zrobilibyśmy każde dziecięce zadanie szybciej i ładniej. Pozwólmy dzieciom na DROBNE niedociągnięcia – jeśli wiemy, że włożyły one dużo pracy w wykonanie zadania. Nie uczmy dzieci perfekcjonizmu i nie każmy im przepisywać całej strony literek, bo dwie lub trzy z nich były koślawe (fakt autentyczny, z mojej praktyki zawodowej)</em></p>
<p><em><a href="#_ftnref4" name="_ftn4">[4]</a> Nie mówię, że nagrody są złe. Wszak miło jest czasem dostać w pracy niezapowiedzianą premię za swoją ciężką pracę, prawda? Kluczowe jednak we wcześniejszym zdaniu są słowa CZASEM i NIEZAPOWIEDZIANĄ.</em></p>
<p><em><a href="#_ftnref5" name="_ftn5">[5]</a> Znamy takich dorosłych, którzy zupełnie nie przejmują się innymi i robią to, na co mają ochotę. Niezbyt ich lubimy. Nie chcemy, żeby nasze dzieci takie były.</em></p>
<p><em><a href="#_ftnref6" name="_ftn6">[6]</a> Naukowcy zdefiniowali już nawet nową chorobę cywilizacyjną – hurry sicknes, której objawami są stan ciągłego zapracowania, wysoki poziom stresu i nieustanny pośpiech. Powoduje ona, że przez stan nieustannego eksploatowania organizmu stajemy się coraz mniej efektywni. Więc musimy pracować jeszcze więcej i jeszcze szybciej, co powoduje jeszcze wyższy poziom stresu….</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/dlaczego-szkola-to-takie-zle-miejsce/">Poprzedni artykuł z serii                                 </a><a href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/krotka-drzemka-batonik-i-przed-ekran-czyli-pokretnie-o-ukladzie-nagrody-w-mozgu/">Kolejny artykuł z serii</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/czesc-1-odrabianie-lekcji-nie-moze-byc-az-tak-trudne/">Część 1: Odrabianie lekcji nie może być aż tak trudne!!!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl">Magdalena Tempczyk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wstęp: Dlaczego szkoła to takie złe miejsce??!!</title>
		<link>https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/dlaczego-szkola-to-takie-zle-miejsce/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Magda]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 16 Oct 2020 14:50:01 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://psycholog.tempczyk.pl/?post_type=product&#038;p=745</guid>

					<description><![CDATA[<p>&#160; Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dla większości uczniów nauka jest drogą przez mękę? Dlaczego lata spędzone w szkole są katorgą dla dzieci, rodziców i nauczycieli (tak, tak – dla nich też). sama zastanawiałam się nad tym wiele razy. Niestety, im dłużej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że największą przeszkodą w uczeniu się &#8230;</p>
<p class="read-more"> <a class="" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/dlaczego-szkola-to-takie-zle-miejsce/"> <span class="screen-reader-text">Wstęp: Dlaczego szkoła to takie złe miejsce??!!</span> Read More &#187;</a></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/dlaczego-szkola-to-takie-zle-miejsce/">Wstęp: Dlaczego szkoła to takie złe miejsce??!!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl">Magdalena Tempczyk</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dla większości uczniów nauka jest drogą przez mękę? Dlaczego lata spędzone w szkole są katorgą dla dzieci, rodziców i nauczycieli (tak, tak – dla nich też). sama zastanawiałam się nad tym wiele razy. Niestety, im dłużej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że największą przeszkodą w uczeniu się naszych dzieci jesteśmy my, DOROŚLI…</p>
<p>Mówiąc o dorosłych mam na myśli Rodziców i Nauczycieli. Można oczywiście zrzucać odpowiedzialność na niewydolny system edukacyjny w naszym kraju, na nieciekawą sytuację finansową nauczycieli czy na wymagania zawodowe, jakim sprostać muszą rodzice (co ogranicza ich czas dla dziecka i generuje niespotykany nigdy dotąd pośpiech i pęd w naszym życiu). Można też wyszukiwać wiele innych powodów – pytanie tylko co to zmieni w sytuacji dzieci? Zamiast tego może warto zastanowić się co każdy z nas (Rodzic czy Nauczyciel) może zrobić, żeby nauka była dla dzieci przygodą i wyzwaniem, a nie przykrym obowiązkiem. Dzieci spędzają w szkole połowę swojego życia – myślę więc, że dobrze byłoby, gdyby ta połowa była udana.</p>
<p>Co powoduje, że szkoła jest dla dzieci złym miejscem?</p>
<ul>
<li>Dzieci nie umieją się uczyć, bo nikt ich tego nie nauczył. Dorośli jedynie wymagają efektów, ale nie uczą jak się nauczyć. Zajęcia rozwijające umiejętność uczenia się nie mieszczą się w podstawie programowej nauczania w szkole, są dostępne jedynie w ramach zajęć z zakresu pomocy psychologiczno-pedagogicznej (czyli dostępne dla wybranych, nielicznych). W domu zaś rodzice wyręczają dzieci w myśleniu – bo ich też nikt wcześniej nie nauczył, jak się uczyć!</li>
<li>Dzieci nie są wdrożone do przestrzegania norm i zasad (konsekwencja jest trudna!), więc niezrozumiała jest dla nich konieczność podporządkowania się sztywnym zasadom panującym w szkole. Buntują się przeciwko systemowi szkolnemu, bo traktują go jak system opresyjny (nagle ktoś każe im coś robić!)</li>
<li>Dzieci są przebodźcowane (nie tylko grami komputerowymi), niewłaściwe się odżywiają (nadmiar cukru w diecie, brak regularności w spożywaniu posiłków, niezbilansowana dieta) i nie dosypiają (najnowsze badania amerykańskiej organizacji National Sleep Foundation wskazują, że dzieci w wieku od 6 do 13 lat powinny spać 9-11 godzin na dobę!)</li>
<li>Nauczyciele sztywno podążają „za podręcznikiem”, nie zwracając uwagi na możliwości uczniów (każdy przedmiot jest najważniejszy i z każdego trzeba być wysokiej klasy specjalistą). Nie uczą uczniów jak selekcjonować wiedzę i krytycznie podchodzić do zdobywanych informacji. Nie dostrzegają tego, że dziś problemem nie jest zdobycie informacji, ale zweryfikowanie, czy są one wartościowe. Uczniowie „zaśmiecają” głowę licznymi informacjami zakuwanymi bezkrytycznie, a nie potrafią krytycznie oceniać rzeczywistości!</li>
<li>Stawiamy uczniom wymagania nieadekwatne do ich możliwości (robią to zarówno Rodzice jak i Nauczyciele). W dzisiejszych czasach każdy uczeń musi być uczniem piątkowo-szóstkowym. Panuje przekonanie, że oceny niższe niż czwórki zdarzają się tylko u uczniów zaniedbanych. Poziom inteligencji w populacji ogólnej nadal ma rozkład zbliżony do rozkładu normalnego – co oznacza, że w szkole najwięcej jest uczniów przeciętnych (powiedzmy „trójkowo-czwórkowych”). Oczekiwanie więc, że wszyscy będą prezentowali konkursowy poziom wiedzy jest mocno nieuprawnione.</li>
<li>Nauczyciele nie komunikują się z Rodzicami, Rodzice nie współpracują ze szkołą. Nikt z nikim nie rozmawia i nie stara się znaleźć rozwiązań. W rzeczywistości szkolnej dominuje „spychologia” – okazuje się, że problemy uczniów są tylko i wyłącznie ich problemami. Wszyscy są na wszystkich obrażeni i wszyscy mają poczucie pozostawienia samym sobie. I wszyscy tak się zapiekli w tym swoim nieszczęściu, że zapomnieli o dzieciach.</li>
<li>Przeniesienie życia do rzeczywistości wirtualnej jest przyczyną deprecjonowania umiejętności społecznych; dzieci nie radzą sobie w kontaktach z innymi, które do funkcjonowania w szkole są niezbędne. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opublikowała informację, że aż 75% sześciolatków sprawnie posługuje się nowymi technologiami, ale tylko 9% z nich potrafi zasznurować buty! Z życia szkolnego nie można się wylogować i jest to źródłem problemów wielu nastolatków i dzieci.</li>
</ul>
<p>&nbsp;</p>
<p>Z przemyśleń dotyczących szkolnego życia dzieci narodził się pomysł napisania cyklu artykułów dotyczących tego, jak możemy starać się poprawić każdą ze wspomnianych wyżej sfer. Dotyczyć one będą głównie dzieci w wieku szkolnym („podstawówkowych”), ale rodzice dzieci młodszych znajdą w nich sporo wskazówek co zrobić, by nie dopuścić do tego, że dziecko zacznie traktować szkołę jak zło konieczne. Oczywiście, wdrożenie wszystkich wskazówek od początku przygody ze szkołą powinno uchronić dziecko, rodziców i nauczycieli od katastrofy edukacyjnej. Jeśli jednak z różnych względów do tej pory nie udało się wdrożyć modelowych rozwiązań – warto indywidualnie zastanowić się jak naprawić wcześniejsze błędy i nie doprowadzać do eskalacji negatywnych uczuć u dziecka (oraz Rodzica i Nauczyciela)</p>
<p>Pierwszy z cyklu artykułów dotyczył będzie tego, jak nauczyć dziecko samodzielnej, efektywnej pracy. Jak sprawić, by za naukę odpowiedzialny był uczeń, a nie rodzic. I jak budować u dziecka wewnętrzną motywację do działania.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/czesc-1-odrabianie-lekcji-nie-moze-byc-az-tak-trudne/">Kolejny artykuł z serii</a></p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl/artykuly/dlaczego-szkola-to-takie-zle-miejsce/">Wstęp: Dlaczego szkoła to takie złe miejsce??!!</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://psycholog.tempczyk.pl">Magdalena Tempczyk</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
