Wiele już słów i komentarzy padło w związku z ponownym zamknięciem szkół. Kiedy piszę ten artykuł minister Czarnek chwali się, że od grudnia uczniowie wrócą do szkół, zaś premier Morawiecki ogłasza sukces w walce z pandemią spowodowany wprowadzonymi obostrzeniami. Ponownie mam wrażenie, że cierpię na rozdwojenie jaźni – bo skoro zamknięcie szkół jest jednym z elementów tego s-u-k-c-e-s-u, a pomimo tego nadal jesteśmy „bardzo blisko narodowej kwarantanny” to jaki sens ma mydlenie oczu zdesperowanym rodzicom obietnicami, że za dwa tygodnie najmłodsze dzieci będą mogły wrócić do normalnej nauki??? A co ze starszymi uczniami? Mam wrażenie, że Rząd spisał te roczniki na straty – bo efektów nauczania zdalnego po prostu brak. I mogłabym długo i szeroko pisać o przyczynach nieefektywności edukacji online – będę jednak powielać to, co już wielokrotnie wybrzmiało. Zamiast tego wszystkim zainteresowanym chcę zaproponować pomoc.
Mam doświadczenie w prowadzeniu klas I-III oraz w prowadzeniu terapii pedagogicznej (zajęcia korekcyjno-kompensacyjne, dydaktyczno-wyrównawcze z języka polskiego i matematyki). Oprócz tego mam doświadczenie w prowadzeniu treningu poznawczego. Dlatego też zajęcia terapeutyczne prowadzone przeze mnie mają podwójną wartość – niwelują deficyty poznawcze prowadzące do powstania trudności w nauce czytania, pisania i liczenia oraz usprawniają posługiwanie się tymi podstawowymi technikami szkolnymi. Bez wyrównywania deficytów w zakresie pamięci wzrokowej i słuchowej, koordynacji słuchowo-wzrokowo-ruchowej, spostrzegawczości, pamięci czy koncentracji uwagi sam trening czytania, pisania czy liczenia będzie nieefektywny[1]. Kolejne zamknięcie szkół skłoniło mnie więc do tego, żeby wrócić do prowadzenia tego rodzaju zajęć.
Nie czarujmy się, nawet najlepsi nauczyciele w najlepszej szkole nie są w stanie dopilnować nauki dziecka z klas I-III lub dyslektyka z klas starszych (zwłaszcza z wtórnym spadkiem motywacji do uczenia się)[2]. Nie są w stanie zobaczyć co dziecko wpisuje do zadań, jak kreśli litery (od góry czy od dołu), czy łączy je prawidłowo. Rodzic – nawet najbardziej cierpliwy i zaangażowany – nie ma wiedzy merytorycznej dotyczącej metodyki prawidłowego wprowadzania liter, cyfr oraz metodyki uczenia czytania i liczenia. Brak zaś prawidłowego przeprowadzenia tych procesów skutkuje trudnościami (mniejszymi lub większymi) w nauce w klasach późniejszych[3]. Brak prawidłowego opanowania w klasie pierwszej obliczeń z przekroczeniem progu dziesiątkowego będzie powodem trudności w uczeniu się matematyki w klasie IV (ułamki, obliczenia pisemne). Brak opanowania prawidłowej techniki łączenia liter podczas pisania będzie skutkował utrzymywaniem się w starszych klasach problemów z odpowiednim tempem pisania, nadmierną męczliwością ręki (zwłaszcza jeśli nieprawidłowy jest chwyt narzędzia piszącego i nieprawidłowe jest napięcie mięśniowe rąk i dłoni podczas pracy grafomotorycznej). Brak ćwiczeń z zakresu spostrzegawczości i koordynacji wzrokowo-ruchowej będzie skutkował problemami z przepisywaniem tekstu oraz problemami z koncentrowaniem się na bodźcach istotnych z punktu widzenia wykonywanego zadania przy jednoczesnym ignorowaniu bodźców zakłócających. Niby nic ważnego – ale gdy dziecko ukończy pierwszy etap edukacji (klasy I-III) to komentarze „no tak, jest ofiarą zdalnego nauczania” nie zmniejszą jego stresu i poczucia niskiej wartości spowodowanych kłopotami z nauką.
W nauczaniu zdalnym dyslektyk (czy dziecko z dysortografią, dysgrafią) bez pomocy rodziców nie jest w stanie skoncentrować się na takiej ilości bodźców, jaką jest bombardowane (brak tablicy, chaos, rozmowy uczniów, głośne podpowiadanie innych rodziców – zwanych przez nauczycielami „suflerami”[4], rodzeństwo w domu itp.) Pomocy rodziców nie może dostać – bo ma więcej niż 8 lat[5]. Samo nie może sobie poradzić – bo ma kłopoty z pamięcią roboczą (jedno z kryteriów w diagnozie specyficznych trudności w uczeniu się – np. dysleksji). Pedagog raz w tygodniu mailem wyśle zadania, które uczeń ma sobie rozwiązać w ramach zajęć dydaktyczno-wyrównawczych. Uczeń zaś ma serdecznie dość wszelkich zadań. A rodzic razem z nim… Dziecko ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi zostawione samo bez pomocy (a tak najczęściej się dzieje – bo system nie uwzględnia możliwości udzielenia mu pomocy) – nie ma szans na odniesienie sukcesu edukacyjnego[6]. Wróci do szkoły z jeszcze większymi zaległościami niż te, z którymi wyszedł. Potrzebuje pomocy w opanowaniu techniki uczenia się zdalnego, w nauczeniu się segregowania bodźców i ignorowania tych zbędnych. W zakresie radzenia sobie z brakiem tablicy i koniecznością opierania się tylko na przekazie werbalnym nauczyciela. Bez tego – codziennie czuje się jak dziecko we mgle. Jeśli ma niską motywację do nauki (czy się stara czy też nie – efekt jest mierny, więc rozsądnie jest nie tracić energii na starania) – „przesiaduje” przed komputerem e-lekcje i zbiera kolejne zaległości.
Co więc można zrobić w tej sytuacji? Mogę zaproponować zainteresowanym rodzicom prowadzenie zajęć pedagogicznych z elementami terapii pedagogicznej dla uczniów klas I-III oraz dla uczniów klas IV-VIII z jakimikolwiek trudnościami w nauce. Możliwe jest prowadzenie zajęć indywidualnie lub w grupach 2- lub 3-osobowych. Zajęcia mogą odbywać się raz w tygodniu lub częściej (w zależności od potrzeb). Koszt zajęć ustalany jest indywidualnie i jest uzależniony przede wszystkim od stopnia trudności jakie ma dziecko oraz ilości osób uczestniczących w zajęciach (koszt od 50 zł za 50 minut zajęć grupowych). Zajęcia odbywają się w gabinecie prywatnym, z zachowaniem procedur, które obowiązywały w szkołach przed ich zamknięciem. Możliwe będzie też (jeśli takie będzie życzenie uczniów i rodziców) kontynuowanie zajęć po powrocie dzieci do szkół.
Możliwe są także konsultacje dla rodziców, podczas których chętnie podpowiem na co zwrócić uwagę pracując z dzieckiem w domu. Podpowiem jak prawidłowo nauczyć maluchy pisania i czytania i na co koniecznie zwrócić uwagę przy uczeniu matematyki. Powiem, jak organizować w domu e-lekcje, by dziecko miało jak szansę jak najwięcej z nich wynieść. Wyjaśnię, o co chodzi w ćwiczeniach i jak należy je z dzieckiem wykonywać (dla tych rodziców, którzy raz w tygodniu dostają maila z numerami zadań…). Opowiem bardziej szczegółowo, dlaczego nauczanie zdalne jest tak wielkim wyzwaniem dla dyslektyka i podpowiem ćwiczenia, które można wykonywać żeby uczeń łatwiej mógł z chaosu lekcyjnego coś wynieść. Nie ma jednego rozwiązania – wszystkie wskazówki muszą być dopasowane do konkretnego dziecka oraz możliwości jego rodziców[7].
Jeśli są Państwo zainteresowani zapraszam do kontaktu ze mną.
[1] To tak, jakby budować dom od razu od pierwszego piętra. Z pominięciem fundamentów i parteru.
[2] Nie chcę już pisać ile jest szkół w których nauczyciel klas I-III raz w tygodniu wysyła do rodziców maila z wypisanymi numerami stron i zadań, które uczeń „ma zrobić” (sam??!!) w domu. A potem ile wysyła monitów do rodzica „przypominam o konieczności przesłania zdjęć wykonanych zadań”…. – nie licząc się kompletnie z tym, że nauczanie nie jest obowiązkiem rodziców dzieci, które nie realizują edukacji domowej!
[3] Nie ma tego fundamentu….
[4] Swoją drogą, czy ci „suflerzy” naprawdę myślą, że ich nie słychać i że nikt się nie zorientuje że są?
[5] Dysleksję stwierdza się najwcześniej w klasie IV (czyli po ukończeniu 10 roku życia dziecka)
[6] Chyba, że ma doskonały potencjał intelektualny i już wcześniej wypracował strategie radzenia sobie z własnymi trudnościami.
[7] Wszak pracować każdy z nas musi i nie może nagle zamienić się w guwernera…