Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego dla większości uczniów nauka jest drogą przez mękę? Dlaczego lata spędzone w szkole są katorgą dla dzieci, rodziców i nauczycieli (tak, tak – dla nich też). sama zastanawiałam się nad tym wiele razy. Niestety, im dłużej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że największą przeszkodą w uczeniu się naszych dzieci jesteśmy my, DOROŚLI…
Mówiąc o dorosłych mam na myśli Rodziców i Nauczycieli. Można oczywiście zrzucać odpowiedzialność na niewydolny system edukacyjny w naszym kraju, na nieciekawą sytuację finansową nauczycieli czy na wymagania zawodowe, jakim sprostać muszą rodzice (co ogranicza ich czas dla dziecka i generuje niespotykany nigdy dotąd pośpiech i pęd w naszym życiu). Można też wyszukiwać wiele innych powodów – pytanie tylko co to zmieni w sytuacji dzieci? Zamiast tego może warto zastanowić się co każdy z nas (Rodzic czy Nauczyciel) może zrobić, żeby nauka była dla dzieci przygodą i wyzwaniem, a nie przykrym obowiązkiem. Dzieci spędzają w szkole połowę swojego życia – myślę więc, że dobrze byłoby, gdyby ta połowa była udana.
Co powoduje, że szkoła jest dla dzieci złym miejscem?
- Dzieci nie umieją się uczyć, bo nikt ich tego nie nauczył. Dorośli jedynie wymagają efektów, ale nie uczą jak się nauczyć. Zajęcia rozwijające umiejętność uczenia się nie mieszczą się w podstawie programowej nauczania w szkole, są dostępne jedynie w ramach zajęć z zakresu pomocy psychologiczno-pedagogicznej (czyli dostępne dla wybranych, nielicznych). W domu zaś rodzice wyręczają dzieci w myśleniu – bo ich też nikt wcześniej nie nauczył, jak się uczyć!
- Dzieci nie są wdrożone do przestrzegania norm i zasad (konsekwencja jest trudna!), więc niezrozumiała jest dla nich konieczność podporządkowania się sztywnym zasadom panującym w szkole. Buntują się przeciwko systemowi szkolnemu, bo traktują go jak system opresyjny (nagle ktoś każe im coś robić!)
- Dzieci są przebodźcowane (nie tylko grami komputerowymi), niewłaściwe się odżywiają (nadmiar cukru w diecie, brak regularności w spożywaniu posiłków, niezbilansowana dieta) i nie dosypiają (najnowsze badania amerykańskiej organizacji National Sleep Foundation wskazują, że dzieci w wieku od 6 do 13 lat powinny spać 9-11 godzin na dobę!)
- Nauczyciele sztywno podążają „za podręcznikiem”, nie zwracając uwagi na możliwości uczniów (każdy przedmiot jest najważniejszy i z każdego trzeba być wysokiej klasy specjalistą). Nie uczą uczniów jak selekcjonować wiedzę i krytycznie podchodzić do zdobywanych informacji. Nie dostrzegają tego, że dziś problemem nie jest zdobycie informacji, ale zweryfikowanie, czy są one wartościowe. Uczniowie „zaśmiecają” głowę licznymi informacjami zakuwanymi bezkrytycznie, a nie potrafią krytycznie oceniać rzeczywistości!
- Stawiamy uczniom wymagania nieadekwatne do ich możliwości (robią to zarówno Rodzice jak i Nauczyciele). W dzisiejszych czasach każdy uczeń musi być uczniem piątkowo-szóstkowym. Panuje przekonanie, że oceny niższe niż czwórki zdarzają się tylko u uczniów zaniedbanych. Poziom inteligencji w populacji ogólnej nadal ma rozkład zbliżony do rozkładu normalnego – co oznacza, że w szkole najwięcej jest uczniów przeciętnych (powiedzmy „trójkowo-czwórkowych”). Oczekiwanie więc, że wszyscy będą prezentowali konkursowy poziom wiedzy jest mocno nieuprawnione.
- Nauczyciele nie komunikują się z Rodzicami, Rodzice nie współpracują ze szkołą. Nikt z nikim nie rozmawia i nie stara się znaleźć rozwiązań. W rzeczywistości szkolnej dominuje „spychologia” – okazuje się, że problemy uczniów są tylko i wyłącznie ich problemami. Wszyscy są na wszystkich obrażeni i wszyscy mają poczucie pozostawienia samym sobie. I wszyscy tak się zapiekli w tym swoim nieszczęściu, że zapomnieli o dzieciach.
- Przeniesienie życia do rzeczywistości wirtualnej jest przyczyną deprecjonowania umiejętności społecznych; dzieci nie radzą sobie w kontaktach z innymi, które do funkcjonowania w szkole są niezbędne. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opublikowała informację, że aż 75% sześciolatków sprawnie posługuje się nowymi technologiami, ale tylko 9% z nich potrafi zasznurować buty! Z życia szkolnego nie można się wylogować i jest to źródłem problemów wielu nastolatków i dzieci.
Z przemyśleń dotyczących szkolnego życia dzieci narodził się pomysł napisania cyklu artykułów dotyczących tego, jak możemy starać się poprawić każdą ze wspomnianych wyżej sfer. Dotyczyć one będą głównie dzieci w wieku szkolnym („podstawówkowych”), ale rodzice dzieci młodszych znajdą w nich sporo wskazówek co zrobić, by nie dopuścić do tego, że dziecko zacznie traktować szkołę jak zło konieczne. Oczywiście, wdrożenie wszystkich wskazówek od początku przygody ze szkołą powinno uchronić dziecko, rodziców i nauczycieli od katastrofy edukacyjnej. Jeśli jednak z różnych względów do tej pory nie udało się wdrożyć modelowych rozwiązań – warto indywidualnie zastanowić się jak naprawić wcześniejsze błędy i nie doprowadzać do eskalacji negatywnych uczuć u dziecka (oraz Rodzica i Nauczyciela)
Pierwszy z cyklu artykułów dotyczył będzie tego, jak nauczyć dziecko samodzielnej, efektywnej pracy. Jak sprawić, by za naukę odpowiedzialny był uczeń, a nie rodzic. I jak budować u dziecka wewnętrzną motywację do działania.